poniedziałek, 29 września 2014

Co zabrałam na urlop??

Choć od urlopu minęło trochę czasu postanowiłam pokazać Wam kosmetyki, których używałam w tym czasie.
Ponieważ jechaliśmy autem (na 3 tygodnie) zabrałam ze sobą duże opakowania. Resztę dokupiłam na miejscu. 
Zapraszam do obejrzenia :)

Zacznę od włosów :


nivea pianka do włosów, diamond gloss- kupiłam ją na miejscu, ponieważ potrzebowałam czegoś takiego. Kiedyś zawsze stała w mojej łazience, później jakoś o niej zapomniałam. Łatwo się nakłada i utrzymuje moje włosy w ,,ładzie,, przez cały dzień. Nie próbowałam układać ,,ekstremalnie,, wymyślnych fryzur przy jej użyciu, więc nie wiem jak sprawdziła by się w takich warunkach. Dla mnie jest wystarczająca :)

schwarzkopf , taft ultra lakier do włosów- Ten produkt jest w mojej łazience od dwóch lat :) i jak na razie nie mam zamiaru zmieniać go na nic innego. Utrwala moją fryzurę na długi czas, nie skleja włosów i jest wydajny. Czego chcieć więcej??? Do tego opakowanie bardzo mi się podoba .


TRESemme 24 hour body, odżywka do włosów- zabrałam tak wielką butlę ponieważ siostra zawsze podkrada mi odżywki :). Jest lekka, łatwo nakłada się na włosy, przyjemnie pachnie. Co do działania??? Liczyłam na coś więcej...moje włosy były miękkie i gładkie ale nie jakoś specjalnie. Zwykła odżywka i tyle...

la roche-posay , kerium szampon-  ostatnio mam problemy ze swędzeniem skóry głowy (co dziwne nie mam łupieżu) i ten produkt mnie uratował. Koi moją skórę a po swędzeniu ani śladu. Jest to moja trzecia butelka i panikuję ponieważ się kończy. Na pewno napisze o nim osobną recenzję. 

green pharmacy, jedwab do włosów- jego największym plusem jest zapach, który uwielbiam :) Łatwo się aplikuje, pozostawia włosy gładkie i błyszczące. Zwykle nakładam go ,,od połowy,, w dół, nie obciąża ani nie przetłuszcza moich włosów. Świetny produkt.


blend-a-med complete 7 - bardzo lubię te pasty i często do nich wracam, ale co tu pisać?? Pasta jak każda inna.
oral-B sensitive płyn do płukania jamy ustnej- mój ulubiony płyn, ma delikatny miętowy smak, nie szczypie w dziąsła ani ich nie podrażnia. Nie wiem ile butelek już zużyłam ale na pewno kupię kolejne.


simple , vital vitamin pianka do mycia twarzy-  zabrałam ze sobą by ją zużyć. Pianka delikatnie oczyszczała moją skórę, ale jak dla mnie była za słaba. Dobry produkt by ,,odświeżyć,, twarz w ciągu dnia ale do wieczornego oczyszczania zdecydowanie się nie nadaje. Miała delikatny zapach, dobrze się pieniła ale była nie wydajna. Ciesze się, że już ją zużyłam i więcej do niej nie wrócę.

clean&clear morning energy, żel do mycia twarzy - znalazłam go w ,,funciaku,, . Potrzebowałam jakiegoś żelu ponieważ pianka nie dawała sobie rady. Nie liczyłam na wiele ale produkt ten pozytywnie mnie zaskoczył. Jego zapach jest przepiękny...świeży, cytrusowy, pobudzający :) Gdy rano myłam nim twarz od razu ,,budziłam,, się do życia :). Żel jest bardzo gęsty i niezwykle wydajny. Jedna pompka wystarczyła do umycia całej buzi. Dobrze oczyszczał skórę z zanieczyszczeń, pozostawiał ją gładką, miękką i nie wysuszał. Na pewno jeszcze do niego wrócę :) 


garnier, płyn micelarny- znają go chyba wszyscy, wiec i ja postanowiłam wypróbować :) .Jak do tej pory jest to najlepszy płyn micelarny jakiego używałam. Nie podrażnia, łatwo zmywa makijaż, nie szczypie w oczy. Niedługo pojawi się o nim oddzielny post .

la roche-posay , fizjologiczne mleczko oczyszczające- dawno temu kupiłam kilka próbek tego produktu i zabieram ze sobą na wyjazdy. Używam go do poprawek makijażu, gdy niechcący zrobię ,,kleksa,, tuszem do rzęs , cień mi się osypie itp. Z tymi ,,problemami,, radzi sobie całkiem nie źle, ale do zmywania całego makijażu raczej bym go nie używała. Zdecydowanie wolę płyny micelarne...


balea, melon tango, żel pod prysznic i balsam do ciała- niedawno pisałam o nim  tutaj . Zakochałam się w tym zapachu. Do żelu jeszcze bym wróciła do balsamu..raczej nie.


alterra, peeling pod prysznic pomarańcza i cukier trzcinowy- ładnie pachniał ale jako peeling zdecydowanie się nie sprawdził...Drobinki w nim zatopione były tak małe, że nie radziły sobie z usuwaniem martwego naskórka , do masaży ciała też się nie nadawały. Jak dla mnie jest to żel pod prysznic 
,,z bajerami,, . Bardzo słabo się pienił i był nie wydajny. Chciałam go wypróbować i teraz wiem, że już do niego nie wrócę ...


ziaja ulga, peeling enzymatyczny- mój ukochany peeling, delikatnie oczyszcza skórę, pozostawia ją miękką, gładką i odświeżoną . Mój numer jeden :) .  recenzja

lirene, żel myjący + peeling + maska , wybielanie -  jak do tej pory nie zauważyłam właściwości ,,wybielających,, . Jako peeling, maska czy żel myjący sprawdza się całkiem nie źle. Dobrze oczyszcza skórę, pozostawia ją świeżą i gładką. Na pewni pojawi się jego recenzja.

bielenda , super power mezo serum , aktywne serum korygujące -  serum stosuję od kilku tygodni i jak do tej pory jestem z niego zadowolona :) ale potrzymam Was trochę w niepewności :p
Gdy zużyję całą buteleczkę napiszę o nim więcej :)



la roche- posay , anthelios xl, anti-shine, spf 50  -  znalazłam idealny krem z wysokim filtrem po którym moja twarz się nie świeci!!! Na pewno napiszę o nim osobny post ponieważ na to zasługuję :)

avene, hydrance optimale, uv lager, spf 20 - mój ulubieniec. Więcej o nim tutaj . Używam go od kilku lat i pozostanę mu wierna :)

la roche-posay redermic C-  Bardzo dobrze nawilża moją skórę i pomaga w zwalczaniu przebarwień ale na razie nie powiem Wam nic więcej :) Nie wiem kiedy wyrobie się z tymi wszystkimi recenzjami, ale mam nadzieję, że dam radę :)

receptury Babuszki Agafi , żel-krem pod oczy i na powieki z jonami srebra - dopiero zaczęłam go używać i jeszcze nie mam zdania na jego temat. Mogę powiedzieć tylko , że będzie baaardzo wydajny . Co do jego działania??? Niedługo się okaże.


sure, maximum protection , anty-perspirant w  kremie- kupiłam go z ciekawości. Kosztował 5 funtów więc wcale nie był tani...i bardzo się zawiodłam. Nie mam problemów z nadmiernym poceniem się, ale ten produkt zupełnie nie dawał sobie rady. Już po kilku godzinach czułam się ,,nie świeżo,, . Pozostawiał plamy na ubraniach co mnie bardzo denerwowało... już zapomniałam jak to jest. Chęć wypróbowania czegoś nowego zaprowadziła mnie na ,,minę,, . Jak dla mnie bubel..a do tego drogi. Nigdy więcej go nie kupię!

ziaja, bloker, anty-perspirant w kulce - długo się z nim męczyłam, aż w końcu wyrzuciłam ...Bardzo dziwny produkt?? Niby zwykły anty-perspirant , ale za każdym razem po jego nałożeniu skóra pod pachami mnie swędziała...jeszcze nigdy czegoś takiego nie doświadczyłam. Myślałam, że może używam go za często, więc stosowałam się do zaleceń producenta i było tak samo. Poprosiłam Bartka by go wypróbował: posmarował nim tylko jedną pachę i miał dokładnie to samo uczycie.  Kilka razy postanowiłam ,,prze cierpieć,, swędzenie, po czasie ustąpiło i całkiem dobrze się sprawdził.
Nie wiem co myśleć o tym produkcie ale raczej do niego nie wrócę..


scholl , peeling do stóp - jestem z niego bardzo zadowolona, świetnie radzi sobie z suchą skóra na piętach. Po jego użyciu moje stopy są miękkie, gładkie i przygotowane na nałożenie kremu. 

choll, cracked heels, krem na popękane pięty - przez lato moje stopy były odporne na wszelkiego rodzaju kremy, których używałam. Z tym jednak było inaczej, już po kilku użyciach zauważyłam różnice a skóra na piętach stała się gładsza i bardziej miękka. Przede mną jeszcze dużo pracy ale jestem na dobrej drodze :)


A co Wy zabieracie ze sobą na urlop??

niedziela, 21 września 2014

balea melon tango , balsam do ciała i żel pod prysznic



Bardzo długo miałam ochotę na te produkty, niestety nie mam do nich dostępu
Dlatego gdy podczas jednego z urlopu (zwiedzaliśmy Wolfsburg) nadarzyła się okazja wejść do  DM nie wiedziałam za co mam łapać :) . W koszyku wylądowało kilka produktów Balea. 
Między innymi ten duet:


Balea melon tango ,balsam do ciała  


Zamknięty w miękkiej tubce o pojemności 200 ml. Z tego co pamiętam zapłaciłam za niego ok 70 centów.
Opakowanie jest bardzo kolorowe i ,,zachęcające ,, .
Zamknięcie typu ,,klik,, z małą dziurką, jednak nie miałam żadnych problemów z wydobyciem produktu z opakowania. Dopiero przy końcu musiałam przeciąć tubkę aby dobrać się do resztek.


Największym plusem tego balsamu jest jego zapach :) Pachnie po prostu obłędnie....
świeżym, soczystym arbuzem....mniam
Gdy nakładałam go na skórę miałam ochotę go ,,zlizać,, :p Tego zapachu nie da się opisać słowami, musiały byście same go poczuć...Niestety nie utrzymuje się długo, a szkoda.

Konsystencja przypominająca biały, lekki krem. Bardzo szybko się wchłania nie pozostawiając tłustej warstwy.
Produkt jest dość rzadki i mało wydajny. Wystarczył mi może na 2 tygodnie (nie używałam go codziennie). 
W prawdzie nie był drogi jednak to zdecydowanie za krótko.


Działanie: powiem szczerze ,,szału nie było,, .
Szybko się wchłaniał, przez chwile nawilżał skórę po czym ,,znikał,, .
Po kilku godzinach od nałożenia miałam wrażenie, że niczym się nie smarowałam. Skóra była taka sama jak przed jego użyciem.
Myślałam, że tak lekki balsam sprawdzi się w cieplejsze dni dlatego zabrałam go na urlop. Jednak nawet wtedy nie dał sobie rady.
Jak dla mnie produkt totalnie zbędny...

Skład:




Balea melon tango, żel pod prysznic 



Żel zamknięty w 200 ml butelce z grubego plastiku. Zapłaciłam za nią ok 70 centów.
Szata graficzna dokładnie taka sama jak w przypadku balsamu. 
Kolorowa, przyciągająca wzrok, kojarzy mi się z wakacjami :)

Zamknięcie typu klik z mała dziurką umożliwiającą idealne dozowanie produktu. Kolejnym plusem jest możliwość postawienia butelki ,,na głowie,, co jest bardzo przydatne gdy żel się kończy.


Zapach....mmmmm mogła bym się rozpływać nad nim godzinami :)
Soczysty, świeży, pachnący arbuz.... bardziej intensywny niż balsam. Szkoda, że szybko się ulatnia bo mogła bym pachnieć ,,soczyście,, cały dzień :)

Żel jest gęsty a konsystencja lekko kremowa dzięki czemu jest wydajny. Niewielka ilość wystarczy do wytworzenia sporej ilości piany .


Nie wysuszał skóry ani jej nie podrażniał. Dzięki pięknemu zapachowi kąpiel z nim to sama przyjemność. Przez kilka minut pod prysznicem przenosiłam się w ,,soczysty arbuzowy świat,, :) Dobrze oczyszczał skórę i do tego działał na zmysły :)
Dla mnie produkt ten nie ma wad.
 Jest wydajny, nie podrażnia , dobrze się pieni i działa odprężająco .
Gdybym miała możliwość kupienia go ponownie nie zastanawiała bym się ani chwili :)

Polecam :)

sobota, 20 września 2014

dermo pharma serum do twarzy


Dzisiaj kilka słów o serum do twarzy z dermo pHarmy.
Zużyłam je już jakiś czas temu ale jakoś nie mogłam zabrać się za napisanie recenzji :)


Zacznę od serum z kwasem hialuronowym.


Kilka słów od producenta:




Produkt dostajemy w plastikowym opakowaniu wraz z ulotką.
Za pojemności 15 ml zapłaciłam 49.99 zł , więc nie należy do najtańszych.


Serum znajduje się w przepięknej turkusowej butelce z dość grubego szkła. Wyposażona została w pipetę dzięki czemu dozowanie produktu jest łatwe i przyjemne. 


Konsystencja płynna, lekko żelowa o półprzeźroczystym mlecznym kolorze.
Łatwo rozprowadza się na twarzy i szybko się wchłania.
Produkt nie pozostawia tłustej warstwy ani się nie klei.
Od razu po aplikacji możemy nałożyć krem lub makijaż, jednak za każdym razem odczekiwałam kilka minut (na wszelki wypadek)
Używałam go zarówno na dzień jak i na noc. Za każdym razem sprawdzał się tak samo dobrze.
Jedyną jego wadą była wydajność. Produktu bardzo szybko ubywała zwłaszcza, że używałam go 2 razy dziennie. Butelka wystarczyła mi na 4 może 5 tygodni. Jak za tą cenę oczekiwała bym czegoś więcej...


Działanie:
Dobrze nawilżał moją skórę. Po jego zastosowaniu była gładka, miękka i jakby ,,bardziej zadbana,,.
Mam mieszaną cerę i nie potrzebuję ,,super nawilżenia,, .Byłam z niego zadowolona jednak serum mogło by być za słabe dla osób z suchą skórą. 





Serum z wit.C


Opakowane takie samo jak w poprzednim produkcie, zmienia się jedynie kolor butelki.
Ulotkę niestety zgubiłam więc wstawiam informacje z opakowania:




Ten produkt był droższy niż jego poprzednik. 
Za butelkę o pojemności 15 ml zapłaciłam 49.99 zł. Opakowanie wystarczyło na 5-6 tygodni, jednak serum stosowałam tylko na noc.


Butelka posiada pipetę ułatwiającą aplikację. 
Konsystencja  płynna, lekko żelowa o przeźroczystym kolorze. 
Nie klei się ani nie pozostawia nieprzyjemnego filmu na naszej buzi.


Z jego działania byłam bardziej zadowolona. 
Jakiś czas temu moja skóra oszalała....na twarzy (i nie tylko) zaczęły pojawiać się krostki, po których zostały ślady i przebarwienia.
Gdy zaczęłam używać tego produktu nie liczyłam na wiele...jednak bardzo mile mnie zaskoczył.
Po kilku tygodniach stosowania wszystko zaczęło wracać do normy, przebarwienia powoli bledły a koloryt się wyrównał. Jeśli coś mi wyskakiwało to bardzo szybko się goiło i nie pozostawiało śladu.
Mogę nawet powiedzieć, że ten produkt uratował moją skórę :)



Oba produkty się sprawdziły. Jednak serum z wit. C bardziej przypadło mi do gustu.
Wyraźnie poprawiło wygląd i stan mojej skóry , stała się gładsza, ładnie napięta a kolor się wyrównał. Na pewno kiedyś do niego wrócę.
Natomiast serum z kwasem hialuronowym było ok. Ciesze się , że je przetestowałam jednak raczej do niego nie wrócę.

Miałyście już styczność z tymi produktami???



piątek, 19 września 2014

,,na różowo,,


Dawno nie było paznokci na moim blogu więc nadrabiam zaległości :)
Oto połączenie kolorów, które nosiłam najchętniej tego lata :)
Nie ma co się rozpisywać, oto kilka zdjęć.

Lakiery, któryż użyłam:


rimmel 60 second , 615 fast & fuchsia 
maybelline express finish 40, fuchsia 155
mua , bright pink
collection , hot looks 60 second, 
mua, matural days 

Nakładałam po dwie warstwy każdego lakieru. 



Nic trudnego a efekt jest całkiem nie zły :)





Jak Wam się podobają??



wtorek, 16 września 2014

wspomnienia z urlopu



Niestety mój urlop dobiegł końca i pora wrócić do szarej rzeczywistości....
Jeszcze zanim wyjechałam z Polski zaczęłam tęsknić za rodziną, domem rodzinnym a chyba najbardziej za dzieciaczkami siostry :( .
Przez trzy tygodnie bardzo się do nich przyzwyczaiłam i teraz strasznie mi ich brakuje :( 
W końcu jestem ,,zwierzęciem stadnym,, i życie ,,poza stadem,, nie jest dla mnie naturalne :p

Oto kilka zdjęć z trzech tygodni spędzonych w Polsce:

Jak zawsze kawa w ogródku (o ile nie pada) .

Julka i ,,nocowanko,, z ciocią :) 
Całą noc mała wierciła się, odkrywała...a ja ją nakrywałam i przesuwałam. 
Rano obudziłam się nie wyspana i ,,połamana a Jula pełna energii :)


Śniadanko do łóżka :)


Na drugi dzień spacer i plac zabaw .
Siostra poszła do dentysty a ja pilnowałam dzieciaczków. 


Akurat mój urlop zbiegł się z urodzinami taty. Zrobiliśmy mu niespodziankę i zamówiliśmy tort  w kształcie CB radia. 


Za wzór posłużyło radio taty.


A tak prezentował się gotowy tort. 
Za każdym razem jestem pod wrażeniem umiejętności dziewczyny, która go upiekła .


Takie tam....zrobione przez tatę z nudów...Nawet po całym dniu w pracy nie może usiedzieć w miejscu i cały czas coś tworzy. 
W planie ma zrobić cały komplet i do tego stół.
Śmiałam się, że te krzesła wyglądają jak z bajki ,,Flinstonowie,, .


A to wspólne dzieło mojego brata i taty :)
Tato zbudował ,,szkielet,, , kolega wyciął wzory a braciszek wykończył :)



Gdy zobaczyłam to po raz pierwszy  zaniemówiłam z zachwytu :)
Nie wiedziałam, że moje chłopaki mają takie zdolności :)



Ręce brata posłużyły jako wzór :) 


Tutaj powoli całość nabiera koloru.


Braciszek akrobata :) Nie ma to jak poświęcenie dla dobra sprawy :p 


I gotowe! 
Tylko podziwiać :)





A tutaj domek na drzewie :) Mój tata zrobił go dla wnuków :) W dzieciństwie marzyłam o takim domku.
Jest tak duży, że bez problemu mogłam w nim stanąć :)
Wieczorem gdy dzieciaki już spały, razem z siostrami zrobiłyśmy sobie w nim  ,,dziewczyńską,, imprezkę :)


Przywiozłam dla Julii motyle. Miały być dekoracją do ogródka jednak po przywiązaniu do gałęzi wyglądają ,,magicznie,, :)




Julia  wspomniała dziadziusiowi, że ,,fajnie było by pograć w klasy, ale nie ma gdzie,, . Dziadek wiele nie myśląc położył stare kafelki, pomalował i gotowe!!!
Czego się nie robi dla wnuków :)


Teraz na ogrodzie rządzą dzieci ...moja siostra nazywa to miejsce ,,małpim gajem,, :)
Sama lubiłam tam prze siadywać .



Kolejne dzieło braciszka.
Stół zrobiony ze starej maszyny po naszej prababci. 



Mateusz przy pracy :)


Tak wygląda po ukończeniu :)
Aż szkoda stawiać na nim szklanki czy kubki z kawą ...



Korzystając z ostatniego tygodnia wakacji postanowiliśmy z bratem zapewnić Julce trochę atrakcji.
Wujcio (tak Julka go nazywa) zwolnił się wcześniej z pracy i zabraliśmy małą do kina .



Po kinie wybraliśmy się do ,,mini zoo,, i parku dinozaurów.


Julka z zaciekawieniem przyglądała się zwierzętom .




Na początku  bała się podchodzić do dinozaurów, jednak gdy zobaczyła dzieciaki wspinające się na wielkie potwory szybko się oswoiła .



A to moje ulubione zdjęcie :)
Sama bym takie chciała :p


Do domu wróciliśmy zmęczeni ale zadowoleni. Najważniejsze, że Julka była zachwycona :)



A tutaj mój najukochańszy (i jedyny) siostrzeniec :)
i mina  mówiąca ,,niedługo będę chodził i wtedy Wam pokaże,,


Adasiek nauczył się raczkować kilka dni przed moim przyjazdem.  Teraz z radością zwiedza świat i ucieka kiedy tylko może :) 


Zrywanie trawy sprawia mu wiele radości .



Tutaj Julia z kolegą w pierwszy dzień szkoły . Nie mogę uwierzyć , że poszła już do pierwszej klasy...jak ten czas leci.


Oczywiście nie mogło mnie zabraknąć w tak ważnym dniu :) Wstałam wcześniej niż zwykle by razem z siostrą odprowadzić naszą ,,uczennicę,,. 

Jak zobaczyłam ją wychodzącą z klasy to chciało mi się płakać...musiałam się kryć by siostra nie zauważyła .


Julia szybko się zadomowiła  i stwierdziła, że podoba jej się nowa szkoła :)


Julka z ciocią .



Mój ostatni dzień w Polsce zawsze spędzam na odwiedzinach u dziadków.
 Rodzice mamy i taty mieszkają tylko dwa kilometry od siebie. Za każdym razem gdy wybieramy się ,,na wieś,, odwiedzamy obie strony.
Na zdjęciu Adaś z Majką (córką kuzynki).
Majka mieszka w domu moich dziadków.


Julka z kotem :)


Babcia z Adasiem i Majeczka .




Najpiękniejsze oczy na świecie :)
Tak bardzo za nimi tęsknię....


Jak zawsze zdjęcie z dziadziusiem :)


 Wybraliśmy się całą rodzinką na spacer do lasu. 




Babcia pokazywała Julii miejsca gdzie kiedyś my się bawiliśmy.



I staw do którego ,,nie wolno,, było nam się zbliżać . 


,, Magiczne chwile,, z dzieciństwa :) . Do tej pory pamięta jak dziadkowie uczyli nas rozróżniać drzewa, liście, kwiaty...pokazywali świat. Teraz pora na Julkę :)




Dziadziuś z babcią :)  


I chwila odpoczynku.  



Jak zawsze babcine kwiaty .


Te zdjęcia zrobiłam z samego rana w dzień wyjazdu. 
Pijąc ostatnią kawę chciałam nacieszyć się widokami domu rodzinnego...


 i oczywiście zdjęcie stołu w całej jego okazałości :)


Ostatnie zdjęcia z ogrodu rodziców...





ostatni rzut oka na ,,małpi gaj,, .


i pora wracać do domu...