sobota, 9 sierpnia 2014

bielenda , orzech i bursztyn, brązujący mus do ciała


Nie należę do fanek wylegiwania się na słońcu...dla mnie leżenie na plaży dłużej niż 30 minut jest jak kara... Dlatego lubię testować produkty brązujące (różnego rodzaju) . Przydają się szczególnie wiosną, gdy robi się ciepło i nie chcę straszyć ludzi ,,białymi,, nogami :)
Pisałam już o brązującym maśle z bielendy  (recenzja ), dzisiaj pora na mus :)


Kilka słów od producenta:


Mus zamknięty w odkręcanym słoiczku wykonanym z grubego plastiku. Opakowanie ma ,,podwójne,, ścianki...coś jakby termos?
Za 200 ml zapłaciłam ok 17 zł.


Produkt zapakowany jest w kartonik, na którym umieszczono wszystkie potrzebne informacje. Bardzo mi się podoba. Takie połączenie wygląda zachęcająco i wyróżnia się z pośród innych produktów stojących na drogeryjnej półce.


Opakowanie zabezpieczono sreberkiem.



Jak dla mnie MUS to za dużo powiedziane...bardziej przypomina rzadki budyń. Trzeba uważać aby nie wylał się z opakowania. Czasami nawet podczas aplikacji lubił ,,uciekać,, .


Pomimo tego, że jest rzadki był dość wydajny. Bałam się przebarwień i za każdym razem nakładałam cienką warstwę na ciało, po czym dokładnie ,,wsmarowywałam,, . Wchłaniał się szybko jednak ,,na wszelki wypadek,, czekałam jeszcze kilka minut zanim się ubrałam.
Nie zauważyłam aby pozostawiał plamy na ubraniach.
Ciekawym dodatkiem są zatopione w nim drobinki, które mienią się i połyskują gdy patrzymy pod światło :) Bardzo podobał mi się ten efekt. Świetnie sprawdziły się na wieczornej imprezie :) Moja skóra wyglądała świetnie. Choć po pewnym czasie drobinki były wszędzie...


Zapach produktu jest całkiem przyjemny. Największym jego plusem jest to, że nie śmierdzi tak jak większość samoopalaczy. Charakterystyczny zapach jest wyczuwalny, jednak nie jest on drażniący ani nie przyjemny. Jak dla mnie jest całkiem ok.


Mus pozostawia skórę miękką i gładką. Tworzył delikatną , stopniową ,,opaleniznę,,. 
Często nakładałam go na wypeelingowaniu ciało ,dzięki czemu ,,opalenizna,, była równomierna i bez plam. 
Byłam całkiem zadowolona z tego produktu. Nie podrażnił ani nie uczulił mojej skóry, nie tworzy przebarwień i jest wydajny.
Na pewno jeszcze do niego wrócę ale puki co dorobiłam się ,,naturalnej,, opalenizny :)

14 komentarzy:

  1. dla mnie te drobinki były zbyt brokatowe przez co nie polubiłam się z tym balsamem ;/

    OdpowiedzUsuń
  2. Chyba się skuszę na ten specyfik :D !

    OdpowiedzUsuń
  3. a ja mimo drobinek skusze się na niego

    OdpowiedzUsuń
  4. Zachęciłaś mnie do wypróbowania tego samoopalacza, zwykle używam balsamu z Ziaji, ale on pachnie strasznie. Czas na zmiany ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Mam uraz do Bielendy... po peelingu cukrowym...

    OdpowiedzUsuń
  6. Pierwszy raz spotykam się z nim ale zapamiętam, że fajnie się sprawdza :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Po opisie wydaje się ciekawy ale ja unikam takich produktów bo zawsze się boję nierównomiernego "opalenia" :-/

    OdpowiedzUsuń
  8. Byłam ciekawa bardzo zdjęc przed i po, ale no trudno! ;D Ale wydaje się on całkiem fajny :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Odpowiedzi
    1. wszystko napisałam w recenzji......

      Usuń

Dziękuję za odwiedzenie mojego bloga i zapraszam ponownie :)