sobota, 26 lipca 2014

Zwiedzamy Hayling Island


Wczoraj wybraliśmy się rowerami na nie dużą wyspę niekaleko naszego miasta.
Żeby się na nią dostać musieliśmy przepłynąć promem ...a raczej niewielką łódką przypominającą kuter rybacki ;) . Tak się złożyło, że akurat nikt z nami nie płynął więc mieliśmy ,,prywatny rejs,, za jedyne 6 funtów ;)
 Właśnie w tym miejscu ,,wysiadaliśmy,, .

Po przeciwnej stronie zatoki zostawiliśmy nasze miasto.


,,Rower turystyczny,, przygotowany na wszystko....prócz DESZCZU. 



Jeszcze na promie dostaliśmy mapkę wyspy z oznaczonymi ścieszkami rowerowymi i miejscami w których trzeba ,,prowadzić,, rower. Zastanawialiśmy się o co w tym chodzi , jednak gdy tam dotarliśmy okazało się, że nie damy rady jechać po kamienistej plaży....


Hayling islany wita!



I tak ruszyliśmy w drogę ...udało nam się znaleźć ścieszkę rowerową biegnącą zaraz przy brzegu, dzięki czemu mogliśmy podziwiać piękne morskie widoki :)


Ciekawą atrakcją jest kolejka, która przewozi turystów. Następnym razem na pewno z niej skorzystamy :)



Przyczepy kempingowe stojące zaraz przy morzu ...wakacje pełną parą!


Marzy mi się taki domek przy plaży :)





Jak widać pogoda postanowiła pokrzyżować nam plany...nie nacieszyliśmy się słońcem zbyt długo.

Kilka zdjęć miasteczka:



i okolicznych domków: 







Po dotarciu na miejsce zostawiliśmy rowery i ruszyliśmy pieszo.
Z oddali słychać było zbliżającą się burzę i grzmoty...



Jednak to nas nie zniechęcało...w końcu byliśmy daleko od domu i  nie mieli byśmy się gdzie schować.


Po przeciwnej stronie widać piaszczystą plażę. Jedną z niewielu w Anglii.


Nawet nie wiecie ile radości sprawiła nam tak mała ilość piasku...w końcu mogliśmy pochodzić na bosaka :)


Co raz ciemniej i co raz straszniej...

co chwilę widać błyski i pioruny...




 A w oddali...nasze miasto .




Bartek walczący z krzakiem jeżyn :)


,,Kudłate,, kamienie porośnięte glinami...bardzo mi się spodobały, choć nie łatwo było po nich chodzić.


Zdjęcie nie wyraźne, ale musiałam Wam to pokazać. Kiedy kolega powiedział mi, że można nałapać sobie krewetek nie wierzyłam mu...a jednak! W zagłębieniach między kamieniami pływały malutkie krewetki.
Za małe by je zjeść, jednak do oglądania w sam raz :) Wcześniej widziałam je tylko na talerzu :p




Mały krab, pozwolił na zrobienie kilku zdjęć po czym szybko uciekł .



Niestety nie nacieszyliśmy się długo morskimi widokami ponieważ przegonił nas deszcz...

Schronienia szukaliśmy w miasteczku, miałam ochotę na pizzę więc chcieliśmy znaleźć jakąś restaurację. Niestety miejscowe bary nie wyglądały zbyt zachęcająco. Mokrzy i głodni ruszyliśmy w dalszą drogę.



Na szczęście deszcz nie padał długo i zdążyliśmy nieco ,,wyschnąć,, . 
Już zmierzaliśmy w stronę domu gdy natrafiliśmy na ,,farm shop,, .
Malutki sklepik z lokalnymi produktami, większość z nich pochodzi z pobliskich farm. 


Bardzo nam się tam spodobało i z zaciekawienie oglądaliśmy świeże produkty: pomidory, maliny, agrest...śwież pieczywo, przetwory, aż nie chciało się wychodzić :)


Wszystko wyglądało tak ,,naturalnie,, i sielsko :)

Na przeciwko sklepiku stała ławka, więc zrobiliśmy mały piknik.


Do jedzenia (i picia) oczywiście produkty ze sklepiku :)



Uwielbiam dżemy z farm shopów ...smakują prawie jak u babci (choć babcinych nic nie pobije).


Lokalne lody  :) robione w tym hrabstwie.
Załapaliśmy się nawet na dostawę. 

Ulotka z mapką .


W Anglii bardzo często można spotkać domki pokryte strzechą. 

I co raz bliżej domu :)
W to miejsce czasami jeździmy na jeżyny. 


Bartek przedzierający się przez zarośla ;)






W farm shopie Bartek kupił dwa jajka strusia amerykańskiego (Rea)
Teraz zastanawiamy się jak dostać się do środka???


Na każdym napisano ,,datę zniesienia,, .


Do domu wróciłam bardzo zmęczona ale szczęśliwa :)
Kolejny dzień możemy zaliczyć do udanych :)








14 komentarzy:

  1. zazdroszczę przepięknych widoków :) mimo, że deszcz padał i Was poniekąd przegonił i tak widac ze wycieczka udana :) powodzenia w dobieraniu sie do strusiego jaja! :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Wygląda na ciekawą wioskę, taką spokojna ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale ładne widoki i urocze miasteczko :) Jednak ja z moją kondycją chyba nie dałabym rady się wybrać na taką wycieczkę :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Te jajka przerażają. Chyba nigdy bym takich nie kupiła :D.
    Fajne zdjęcia.

    OdpowiedzUsuń
  5. Super, widać ze miło spędzony czas:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Z przyjemnością bym się z Tobą zamieniła ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Pięknie,chciałabym być w takim miejscu :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  8. Sliczne te domki przy plazy:)
    I beczki ukwiecone:)
    bardzo malowniczo:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Jeeeeju, ale dużo zdjęć! Super widoki i w ogóle ;)
    Te kamienie wyglądają mega fajnie *.* A jakbym nie przeczytała opisu tego rozmazanego zdjęcia ręki z czymś, to bym nie powiedziała, że to krewetka ;) Mmmmm, dżemik :* A te jajka to może piłą albo młotkiem? :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Fantastyczna wyprawa:) Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Piękne zdjęcia i widoki :) zazdroszczę :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Piękne widoki :) Wyprawa wspaniała :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Przepiękne zdjęcia, krab jest fantastyczny :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedzenie mojego bloga i zapraszam ponownie :)