poniedziałek, 24 marca 2014

szampon jantar, farmona

Kilka słów o szamponie, który ostatnio testowałam. Bardzo chciałam go wypróbować i długo nie mogłam go znaleźć. W końcu udało mi się dorwać go w zestawie z wcierką i mgiełką z tej samej serii za 26 zł.

 Obietnice producenta


Szampon znajduje się w  butelce z ciemnego plastiku o pojemności 300 ml. Bardzo mi się ona podoba,  wygląda jak ze starej apteki. Butelka jest odkręcana, akurat za takim rozwiązaniem w szamponach nie przepadam. Co prawda dobrze się prezentuje, ale jest mało praktyczna...

Dziurka jest dość duża co w moim przypadku jest minusem, ponieważ wystarczyła chwila nie uwagi  by szampon wylądował na: podłodze, w wannie czy wielu innych miejscach (w których nie powinno go być)...
Zapach...kojarzy mi się z męskimi perfumami :) Jak dla mnie był całkiem przyjemny, mogę nawet powiedzieć, że go lubiłam. Nie utrzymywał się długo na włosach.


Produkt ma przeźroczysty kolor i jest dość rzadki, do tego mało się pieni. Musiałam wylać na rękę całkiem sporo aby uzyskać pożądaną ilość piany. Czasami zdarzało się, że myłam głowę dwa razy.
Pomimo tego oczyszczał całkiem dobrze. Raz próbowałam zmywać nim olej i poradził sobie świetnie. Nie podrażniał skóry głowy ani jej nie przesuszał.
 Pozostawiał włosy miękkie i błyszczące, dobrze się układały.
 Duży minus daje mu za to, że niemiłosiernie je plątał... bez odżywki nie dało się ich rozczesać bo robił się ,,kłębuszek,, .




 

















Mam mieszane uczucia co do tego szamponu.
Z jednej strony plątał włosy i był mało wydajny, z drugiej pozostawiał je błyszczące, sypkie i  miękkie (podobał mi się ten efekt). 
Myślę, że jeśli będę miała okazje kupić go ponownie zrobię to aby lepiej go przetestować.

niedziela, 23 marca 2014

Pustaki po raz kolejny

Zbierałam, zbierałam...i nazbierałam.
 Zmów nie mogłam znaleźć czasu na napisanie tego posta, dlatego tyle się nazbierało.
Od razu przejdę do rzeczy:


 orab-b sensitive- płyn do płukania ust,w sumie zużyłam 3 butelki.delikatnie odświeżał i nie podrażnił mi dziąseł. Bardzo go polubiłam i mam kolejne 2 butelki.
pearl drops smokers 3w 1- choć nie palę postanowiłam go wypróbować. Miał mocno miętowy smak i czasami szczypał w dziąsła.
signal white now- pasta jak pasta, miała przyjemny miętowy smak jednak nie zauważyłam, żeby moje zęby stały się bielsze.
macleans pasta wybielająca- najbardziej przeszkadzał mi jej lekko cytrynowy smak...gdyby nie to była by całkiem nie zła


ziaja masło kakaowe odżywka do włosów-  lekka odżywka o pięknym słodkim zapachu. Zużyłam z przyjemnością, moje włosy były po miej miękkie i błyszczące.
ziaja masło kakaowe maska- po jej użyciu włosy były wygładzone, błyszczące, nie miałam problemów z rozczesywaniem.  Recenzja tutaj
farmona herbal care szampon pokrzywowy- dobrze się pienił i oczyszczał włosy, do tego ładnie pachniał. Był trochę nie wydajny, ale lubiłam go.


clairol cc colourseal- odżywka dodawana do farby. Dobrze odżywia włosy po farbowaniu, są wygładzone, miękkie i ładnie pachną, do tego łatwo się rozczesują.
marion natural silk jedwab w sprayu i w płynie - używam ich od zawsze, dają efekt ,,natychmiastowego,, wygładzenia, pozostawiając włosy błyszczące. Recenzja tutaj.

 
bebeauty płyn micelarny- łatwo i szybko zmywa makijaż i nie pordażnia moich oczu. Do tego jest nie drogi i ma przyjemny zapach. Uwielbiam go :)
ziaja ulga peeling enzymatyczny- bardzo delikatny peeling. Jest to moje kolejne opakowanie. Skóra po jego uzyciu jest miękka i wygładzona. Polecam.
floslek arnika krem pod oczy- pozostawiał skórę miękką i gładka. Zauważyłam, że poranna opuchlizna szybciej znikała.  Recenzja tutaj .
avene woda termalna- przyjemnie chłodziła i łagodziła podrażnienia. Dobrze sprawdzała się w lecie do odświeżenia twarzy w ciągi dnia.
la roche posay effaclar (próbka) - mój ukochany żel do mycia twarzy. Więcej o nim tutaj .
tołpa mleczko dermo face do mycia twarzy i oczu - nie byłam z niego zadowolona, co prawda nie podrażniało ale nie radziło sobie ze zmywaniem makijażu. Recenzje znajdziecie tutaj .



 the body shop kokosowy, kremowy żel pod prysznic- zapach przypominał mi raczej kokos wymieszany z bananem. Dobrze się pienił, nie wysuszał,do tego był wydajny. Jednak nie zdecydowała bym się na kupienie dużego opakowania.
the body shop kokosowe mleczko do ciała- dziwny produkt...mleczko było bardzo rzadkie, uciekało pomiędzy palcami, szybko się wchłaniało, jednak nawilżenie było słabe. Co mnie najbardziej zaskoczyło...uczucie gorąca po jego nałożeniu...skóra po prostu piekła. Ciesze się, że kupiłam tylko próbkę...
the body shop truskawkowy żel pod prysznic- wypróbowałam i chcę więcej! Gęsty, wydajny, nie wysusza i nie podrażnia. Do tego ma piękny zapach. Na pewno kupie duże opakowanie :)

 nivea sunny melon & oil  oraz water lily & oil- oba żele mają piękne zapachy, dobrze się pienią, są wydajne i nie drogie. Nie wysuszają skóry ani jej nie podrażniają. Mam już kolejne opakowania :)
joanna z apteczki babuni, kąpiel solankowa- jak dla mnie ten produkt nie ma wad... pięknie pachnie i robi ,,mega pianę,, . Recenzja :)
bielenda olejek do kąpieli i pod prysznic, mandarynka i werbena- nie wiem do końca co to ta ,,werbena, ale w połączeniu z mandarynką zapach jest bardzo odprężający. Dobrze się pieni, nie podrażnia skóry. U mnie był mało wydajny ale bardzo go lubiłam :)


 the body shop truskawkowe masło do ciała- masło dobrze nawilżało i miało piękny zapach. Pewnie jeszcze do niego wrócę. Recenzja
dax perfecta, cukrowy peeling do ciała pomarańcza+ aromat wanilii - bardzo lubiłam ten zapach, peeling pozostawiał tłustą warstwę, kiedyś mi ona nie przeszkadzała ale coraz mniej ją lubię.

RITUALAS fortune scrub- peeling o mocnym zapachu. Trudno mi go porównać do czegokolwiek, jednak był bardzo przyjemny. Pozostawiał skórę gładką i miękką.Nie wysuszał ani nie podrażniał. Produkt godny uwagi.


 bebeauty sól do kąpieli lotos - moje kolejne opakowanie. Sól ma piękny zamach, nadaje wodzie lekki kolor do tego jest nie droga. Czego chcieć więcej..
nivea honey mydło w płynie- mydło jest bardzo wydajne, nie wysusza dłoni a zapach jest po prostu piękny. Zawsze kupuję je w funciaku i często do nich wracam. 


eveline  extension volume, ekstremalna objętość i rozdzielenie - całkiem niezły produkt, po nałożeniu 2 warstw rzęsy były pogrubione i wydłużone. Nie był to jakiś spektakularny efekt ale radził sobie całkiem nie źle.
chapstick fkava crazy tropical twist - tych pomadek używam od kilku lat, lubię ich owocowe zapachy i to jak nawilżają moje usta. Zawsze kupuję je pakowane po 3 i nosze ze sobą wszędzie.


środa, 19 marca 2014

Polowanie na promocję :)


Wczoraj razem z Bartkiem wpadliśmy w ,,szał zakupów,, :)
Niedługo mój Misiunio będzie obchodził urodziny, z tej okazji zaprosiłam go na zakupy. 
Zasada była taka: ,,Ty wybierasz -ja płacę,, :)
Nie wiedzieliśmy czego szukamy, po prostu ,, poszliśmy na żywioł,, :)
Długo chodziliśmy po sklepach jednak ,,szału nie było,,. Dopiero w  Timberlandzie Bartek zdecydował się na niebieskie trampki . Ja wszędzie biegam w trampkach, pewnie dla tego podobają mi się też u Niego :)
Początkowa cena to 100 funtów, nam udało się je dostać za 48 f . Możliwe, że taka ,,obniżka, to tylko chwyt marketingowy. Jedak uważam, że było warto, buty są naprawdę dobrze wykonane a do tego super mięciutkie. 
Aparat trochę przekłamał kolor, w rzeczywistości wyglądają lepiej.


A tak prezentują się na ,,modelu,, :p
(to jego naturalna poza :p)


W Benchu kupiłam bluzę . Ma fajny kołnierz, który otula szuję .Mam już czarną, tym razem zdecydowałam się na ,,buraczkową,,
Przeceniona była z 40 funtów na 15.
W sklepie była promocja ,,3 w cenie 2,, jednak za późno się zorientowałam i nie było mojego rozmiaru :( 


W NIKE Bartek wypatrzył dziecięce kozaczki.
Przecenione z 20 funtów na 9. 
Kupiliśmy 2 pary dla naszych siostrzenic :)
Będą dobre do biegania po podwórku , zwłaszcza że za 9 funtów nie ma co narzekać :)


W Primarku kupiłam czerwony płaszczyk dla mojej Juleczki :)
Bardzo mi się podobał, Julka na pewno będzie w nim pięknie wyglądała :)
Zapłaciłam za niego 12 funtów.


Od dwóch miesięcy mamy nowego członka rodziny :).  Adaś- synek mojej siostry :)
Na razie widziałam go tylko na zdjęciach, ale już w piątek będę mogła go utulić!!!
 Juhuuuuuuuuuuu!!! Już nie mogę się doczekać!!!

Dla Adasia znalazłam kilka rzeczy:

Szare trampki (wychodzi moja trampko-mania) za 3 funty (Primark).
 Niebieskie- 6 funtów (Lonsdayle )


SUPER komplecik dla Adaśka - 6.99 f 


W naszym mieście otworzyli nowy sklep the body shop (to już drugi ).
Nie miałam pojęcia o jego istnieniu, kiedy weszliśmy do środka nie wiedziałam gdzie mam oczy podziać.
Wszędzie: promocja...promocja....PROMOCJA!!!
Miliony kosmetyków, zestawów w bardzo okazyjnych cenach. Na początku chciałam wziąć kilka, jednak po chwili zastanowienia zdecydowałam się TYLKO na jeden :(



Masło do ciała i żel pod prysznic papaya -7 f.!!!
Za samo masło trzeba dać 12, kiedyś kupiłam przez internet za 8 i myślałam,że trafiłam na super okazję.

Kolejny zakup to TANGLE TEEZER! 
Wszyscy mają...mam i ja! :)
Długo dojrzewałam do tej decyzji, 10.99 f za szczotkę to wcale nie mało. Jednak warta jest każdych pieniędzy :)


Na koniec coś z sacond handu. .
Koronkowa sukienka w kolorze kości słoniowej od Dorothy Perkins.
Zapłaciłam za nią 7 funtów.
Na zdjęciu wygląda trochę bez kształtnie... na ,,modelce,, wygląda lepiej :p
Mam zamiar łączyć ją z kolorowymi paskami i dodatkami, Na pewno coś stworzę. :)



Jak na zakupy ,,damsko-męskie,, było całkiem nie źle. Obyło się bez marudzenia i ciągnięcia mnie do samochodu ;)
Na koniec poszliśmy na kawę i ciastko :)

poniedziałek, 17 marca 2014

Joanna naturia, antycellulitowy peeling z kawą


Peelingi z Joanny należą do moich kosmetycznych ulubieńców. Używam ich od zawsze i miałam już chyba wszystkie możliwe wersje. Dzisiaj kilka słów o peelingu z kawą.


Od producenta:


Peeling zamknięty w poręcznej plastikowej butelce. Pojemność 100 ml. Nie wystarcza na długo ale za cenę 4-5 zł nie ma co narzekać. Ja mam jeszcze starą wersję, nowe opakowania są bardziej praktyczne ponieważ można postawić je ,,na głowie,,.
Zamknięcie typu ,,klik,, . Bez problemu możemy wydobyć odpowiednią ilość produktu. Dopiero przy końcu miałam problem ponieważ resztki osadzały się na ściankach. Rozcieńczyłam go niewielką ilością wody i po problemie...został zużyty do samego końca.
Konsystencją przypomina żel pod prysznic, jednak mi ona odpowiada.

Największym jego plusem jest zapach. Przyjemny, słodki, pobudzający zmysły. Przypomina mi słodką kawę z mlekiem.albo kawowe czekoladki :) . Może jest trochę chemiczny jednak nie przeszkadzało mi to tak bardzo ponieważ nie utrzymuje się długo na skórze.


Granulki są dość duże (jak na peeling z Joanny), co sprawia że masaż jest bardzo przyjemny.
Dobrze oczyszcza skórę z martwego naskórka. Kilka razy używałam go na stopy...też dawał radę.
Co do jego właściwości antycellulitowych....raczej bym na to nie liczyła, jednak można się nim dobrze wymasować .
Najważniejsze, że nie podrażnia mojej skóry ani nie uczula.
Czasami po jego użyciu nie używam masła i jest ok. Innym razem moja skóra jest napięta i czuję potrzebę ,,szybkiego,, nawilżenia. Nie wiem od czego to zależy...

Bardzo lubię ten produkt.
Na pewno watr jest prze testowania. Jest mało wydajny, jednak za nie wielkie pieniądze możemy pozwolić sobie na co raz to nowe zapachy :)
Mam w zapasie gruszkowy i pomarańczowy jednak na pewno przywiozę więcej z urlopu :)



czwartek, 13 marca 2014

Moje pierwsze rozdanie :)



Zbliżają się urodziny mojego bloga (i moje).
16 kwietnia mija rok od jego założenia. Z tej okazji chciałam zaprosić Was na moje pierwsze rozdanie :)
Do zgarnięcia przygotowałam dwa zestawy.



W skład pierwszego wchodzą:

Argan Oil :
szampon
odżywka 
nawilżająca kuracja do włosów
oczyszczające chusteczki do twarzy
nawilżające rękawiczki
pękające lakiery OPI:
super bass shatter (NL N18)
red shatter (NL E55)
black shatter (NL E53)
shatter the scales (NL E66)
błyszczyk Rimmel Vinyl Max (141 georgeous)
cień do powiek w kulce W7 (Rosie)
 dwie paletki cieni Rimmel:
004 no parking
006 sharp turn
żel do mycia twarzy Loreal go 360 clean




W skład drugiego zestawu wchodzą:

schwarzkopf gliss kur 7 olejków:
szampon
odżywka
schwarz kopf gliss kur nabłyszczacz
żel do mycia twarzy Loreal go 360 clean
cień do powiek w kulce W7 (candy)
pomadka z MUA (juicy)
dwa lakiery z MUA:
pistachio ice cream
natural days
trzy paletki cieni Rimmel:
023 beauty spells
022 thrill seeker
016 urban flower



Aby wziąć udział w konkursie należy:
  1. Być publicznym obserwatorem mojego bloga
  2. Wyrazić chęć wzięcia udziału w konkursie i zostawić komentarz pod postem.
  3. Odpowiedzieć na pytanie: Co najbardziej podoba mi się w Pianinkowym świecie?
dodatkowo:
  • Umieścić baner  w pasku bocznym swojego bloga (baner do pobrania na górze strony) oraz link do posta (2 losy)
  • Dodać notkę o rozdaniu (w formie posta) na swoim blogu (3 losy)
  • aby wyróżnić osoby, które obserwowały bloga przed rozdaniem  postanowiłam już na ,,starcie,, dodać im 3 losy :)



wzór zgłoszenia:
obserwuję jako:
obserwowałam bloga przed rozdaniem: TAK/NIE
baner w pasku bocznym: Tak/Nie +link
wspomnienie o rozdaniu w notce+ link do bloga : TAK/NIE
W pianinkowyn świecie najbardziej lubię:.....
wybieram zestaw nr: 1/2


Regulamin:
Rozdanie trwa od dnia dzisiejszego do 16 kwietnia 2014 do godziny 23:59
Zwycięzcy zostaną wybrani drogą losowania
Organizatorem i sponsorem rozdania jestem ja-Pianinka
Wyniki rozdania podam w ciągu 5 dni od jego zakończenia.
Zwycięzcy powinni skontaktować się ze mną w ciągu 4 dni na adres: pianinka@wp.pl ,
w przeciwnym wypadku powtórzę losowanie
W rozdaniu nie mogą brać udziału blogi tworzone specjalnie na potrzeby konkursów.
Rozdanie nie podlega ustawie z dnia 29 lipca 1992 r o grach i zakładach wzajemnych (Dz.U.z 2004 Nr 4 poz.27 z późniejszymi zmianami)
Zgłoszenie się do konkursu jest równoznaczna z akceptacją regulaminu.



Zapraszam wszystkich do wzięcia udziału w konkursie :)

środa, 12 marca 2014

Green Phanmacy masło do ciała, róża piżmowa i zielona herbata


Tym razem mała recenzja masełka Green Pharmacy, róża piżmowa i zielona herbata.
Z każdym nowym produktem coraz bardziej przekonuję się do kosmetyków tej firmy.
Sami się przekonajcie.

Obietnice producenta:




Produkt znajduje się w odkręcanym opakowaniu wykonanym z ciemnego plastiku.
Bardzo mi się podoba, wygląda jak z przed kilku dziesięciu lat :) Przypomina pojemnik na lekarstwa czy jakieś maści używane w dawnych czasach.
Wygodne w użyciu, bez problemu możemy zużyć produkt do końca, do tego zawsze nabierany odpowiednią ilość.
 Pojemność 200 ml, zapłaciłam za nie ok 12 zł.


Masło o kolorze blado- różowy. Konsystencja gęsta a jednocześnie puszysta. Łatwo rozprowadza się na skórze i błyskawicznie się wchłania. Zaraz po nałożeniu można się ubrać.
Czasami nakładam go na wilgotną skórę, wtedy zużywam mniej produktu i działa on bardziej jak balsam.
 Jeśli potrzebuje więcej nawilżenia nakładam większą warstwę na suchą skórę.
Za każdym razem sprawdza się tak samo dobrze.


Zapach.....jak dla mnie idealny :) Uwielbiam zapach róż...a ten dodatkowo przełamany jest nutką zielonej herbaty. Piękny, delikatny nie nachalny...działa na wszystkie moje zmysły.
Podczas nakładania go na ciało na chwilę przenoszę się na polną drogę, przy której rosły dzikie róże.
Od dziecka zachwycałam się ich zapachem....zrywałam, wąchałam, wkładałam we włosy :)
Ten zapach przypomina mi tamte czasy.
Kiedyś ktoś powiedział, że ,,zapamiętujemy nosem,, ... może coś w tym jest.
Niestety nie utrzymuje się długo na skórze.

Masło nie pozostawia tłustej warstwy, chyba że nałożę go super dużo, wtedy muszę odczekać chwilkę . Bardzo szybko się wchłania, otulając moje ciało ,,nawilżającą mgiełką,, .
Pozostawiał skórę gładką, miękką i delikatną w dotyku . Nawilżenie było wystarczające jak na moje potrzeby, jednak dla kogoś z bardzo suchą skórą mogło by być nie wystarczające.
Myślę, że to dobry kosmetyk na lato.
Nie używałam go codziennie wiec wystarczyło na dość długo.


Minusów nie znalazłam, masło świetnie się u mnie sprawdziło i na pewno do niego wrócę.
Mam ochotę wypróbować inne produkty z tej serii. Rozejrzę się za nimi będąc w Polsce.


niedziela, 9 marca 2014

Dzień kobiet ....na rowerze :)

Dzień kobiet nie jest dla mnie szczególnie ważnym ,,świętem,, , jednak korzystając z wolnego weekendu i pięknej pogody zdecydowaliśmy się na przejażdżkę .

Wybraliśmy się do Laury, 11 km od naszego miejsca zamieszkania.
 Mały, stary domek stojący samotnie w środku miasta...zaraz przy parku.
Jest czymś w  rodzaju domowej kawiarenki . Można zamówić nie tylko kawę, ciasto ale również obiad lub śniadanie.
Wszystko przygotowane jest przez Laurę.


Kiedy odwiedzaliśmy ją pierwszy raz miałam wrażenie, że przyszliśmy z wizytą do ,,starej ciotki,, :)
Pomieszczenie choć nie wielkie jest bardzo przytulne i panuje w nim domowa atmosfera.
Większość moich znajomych  zachwyca się wyjściem na kawę np: do costy czy innej ,,modnej,, kawiarni. Mnie to miejsce przytłacza...tłumy ludzi, siedzących ,,jeden na drugim,, , goniących nie wiadomo za czym...

 My wolimy bardziej klimatyczne miejsca, takie które mają duszę i swój nie powtarzalny urok.
W oknie wiszą stare angielskie filiżanki, wystrój utrzymany jest w ciepłych pastelowych kolorach .
Bardzo podoba mi się ten pomysł...choć na chwilę można oderwać się od szarej rzeczywistości :)



 W nie wielkim pokoiku znajdują się tylko cztery malutkie stoliki .


Na drewnianym kredensie stoją kolorowe dzbanki, talerze i filiżanki.


Moje ulubione ciasto truskawkowe :)



Po odwiedzinach u Laury zostawiliśmy rowery i wyruszyliśmy na zwiedzanie miasta.
Mój ,,pojazd,, oczywiście wyposażony w dwa koszyki bo nigdy nie wiadomo co ( i ile) będę musiała przewieźć :)


Znaleźliśmy stary kamienny kościół.
W Anglii takie budowle można spotkać w wielu miejscach (tu chyba wszystko jest stare :p )







Kościół z trzech stron otoczony był grobami...





Kilka zdjęć okolicy którą zwiedzaliśmy.
To naprawdę piękne miejsce.






Droga do domu biegnie  zaraz przy brzegu morza.
Jest dość długa ale piękna.








Bartuś pragnący ,,kontaktu z naturą,, 
Zdjęcie powinno nosić tytuł : ,,Tam widzieli go po raz ostatni,, :p 


Coś na zakończenie :) Nie wiem kto wymyśla takie rzeczy ale nie mogłam się powstrzymać  :)