czwartek, 7 listopada 2013

Krótki wypad do Polski



Krótki ponieważ wyskoczyliśmy tylko na tydzień. Niby nie długo, ale wystarczyło aby choć na chwilę oderwać się od pracy i szarej codzienności.
Na długie urlopu jedziemy autem (można zabrać połowę mieszkania), jednak tym razem polecieliśmy samolotem. Podróż trwała tylko kilka godzin, a widoki zapierały dech...




Za każdym razem gdy odwiedzam dom rodzinny robię ,,obchód,, . Sprawdzam co się zmieniło, co zostało po staremu :)


Teraz kiedy moja mama pracuje w Niemczech tata przeją rolę ,,gospodyni,, .W wolnych chwilach zajmuje się zagospodarowaniem miejsca w okół domu .
 Jest w stanie zrobić dosłownie wszystko: ławkę, huśtawkę dla Julki, ze starej maszyny po prababci zrobił  stół ogrodowy itp.
(zdjęcie zrobione w lecie)


Niektóre jego pomysły są naprawdę ciekawe, przerobił butlę gazową na otwierany grill (znajduje się w lewym dolnym rogu). 






Pamiętam czasy kiedy te iglaki były bardzo małe, miały problemy ze wzrostem, ponieważ regularnie  podlewał je nasz pies. Jednak z czasem doszły do siebie i teraz stanowią naturalną osłonę.


Złota reneta rosnąca w ogrodzie...kiedyś mogłam jeść je bez przerwy .



Pora wyjść w miasto: 
Zdjęcie tego starego budynku dodałam ponieważ od zawsze mi się podobał.  Teraz jest chyba nie zamieszkany.


Samolot postawiany na cześć Mirosława Hermaszewskiego (pierwszy i jedyny polak, który odbył lot w kosmos), po wojnie wraz z rodziną został ekspatriowany do Wołowa (nie daleko Wrocławia). Ukończył tu szkołę podstawową i liceum ( niedawno skończyła je moja siostra)



Droga przez działki, którą kiedyś chodziłam do szkoły  lub po mojego chłopaka przyjeżdżającego autobusem :). Wspomnienia...zwykłe miejsca, których teraz mi brakuje.


Dom dziadków, spędzaliśmy tam każde wakacje, ferie zimowe, weekendy :)

Zaraz po przyjeździe wybrałam się na spacer z Julką (siostrzenicą).
Tą starą poniemiecką drogą chodziliśmy w dzieciństwie, za każdym razem pytając: ,,Babciu? Możemy iść na spacer do dwóch kasztanów? ,,. 



Stary rozsypujący się mur, po którym kiedyś biegaliśmy. Czasem był murem obronnym, innym razem mostem a nawet kombajnem (dziecięca wyobraźnia potrafi stworzyć wszystko).


  A to są właśnie ,,dwa kasztany,, rosnące po obu stronach drogi :)




I powrót do ,,domku babci,,.



Stary piec kaflowy, na którym babcia gotuje obiady , suszy grzyby, jabłka albo piecze pierogi :)
W zimie grzaliśmy się przy nim, gdy wracaliśmy zmarznięci z podwórka .





A tutaj dom sąsiadki. Z czerwonej cegły, otoczony roślinkami :) Bardzo mi się podoba.


Razem z siostrą, bratem i Juleczką odwiedziliśmy także drugich dziadków. Mieszkają w sąsiedniej wsi.
,,Nieśmiertelne,,  szklanki :),są w domu od kiedy pamiętam.



 Karpatka czy jabłecznik , zawsze na tej samej czerwonej tacy :) Są rzeczy które się nie zmieniają i kiedyś będę wspominać te babcine szklanki z uśmiechem na ustach :)





Dynie, którą miałam wycinać z Julką. Okazały się tak twarda, że zdołałam zrobić tylko jednego potworka. 
Choć bałam się, że stracę palec :p



Niestety wszystko co dobre szybko się kończy... trzeba wracać do pracy.
Ostatnie zdjęcie z mojego ,,byłego,, pokoju, zrobione przed wschodem słońca.
Kiedy jeszcze mieszkałam w Polsce (6 lat temu), miałam  widok na łąkę.... teraz jest tam osiedle.


3 komentarze:

Dziękuję za odwiedzenie mojego bloga i zapraszam ponownie :)