niedziela, 6 października 2013

NIGDY WIĘCEJ!!!!!


Tym razem chciałam wam za prezentować ,,masakratora,, . Ta nazwa świetnie odzwierciedla to co zrobił z moimi włosami.

Mowa o masce ,,Natural Classic Henna,  treatment wax,, .

Zacznijmy od początku:

Już dawno miałam ochotę ją wypróbować. Patrzyłam na nią prawie przy każdej wizycie w moim ulubionym ,,funciaku,, .W końcu stwierdziłam, że nawet jeśli nie będzie działać mogę przeboleć stratę jednego funta. 
 Plastikowe opakowanie o dużej pojemności ( 480g), pokrywka nie jest zakręcana, po prostu nakłada się ją na opakowanie. Jak dla mnie jest to kiepski pomysł, pojemniczek może się otworzyć w każdej chwili (np. podczas upadku) i pięknie,,przystroić,, wszystko do okoła...



Konsystencja budyniowa o dziwnym, lekko różowawym kolorze. 
Zapach..... po prostu śmierdzi mydlinami. Jak byłam bardzo mała taki zapach miały mydła , które znajdowałam u babci w domu. Nie pamiętam czy było to szare mydło, czy coś z nim było nie tak, jedno jest pewne: śmierdziało....dokładnie jak ta maska. 



Po nałożeniu ma włosy (czasami owijałam głowę w ręcznik, czasami wskakiwałam do wanny) postawiałam maskę na 10-20 minut aby ,,lepiej,, zadziałała. 
Nie dość, że śmierdziała a zapach utrzymywał się na włosach przez jakiś czas to jeszcze wysuszała moje włosy.
Już przy jej spłukiwaniu miałam problem bo strasznie się plątały.
Rozczesać tego nie szło za cholerę...Myślałam że dostanę szału, jednak ciągle dawałam jej szansę i za każdym razem było tak samo.
Moje włosy stały się sztywne jak siano, suche, matowe i do tego zaczęła mnie swędzieć głowa. Wtedy powiedziałam dość! Wcześniej narzekałam na moje zniszczone końcówki, ale po tym co zrobiła z nimi ta maska chciało mi się płakać.
Doszłam do połowy opakowania i wyrzucę je z dziką radością :)

1 komentarz:

  1. bo tam pełno protein,to dlatego:)też ja mam ale stosowaną z umiarem i np pod jakiś humekant,np żel aloesowy działa cuda;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedzenie mojego bloga i zapraszam ponownie :)