poniedziałek, 14 października 2013

Dzień wolny ? Może na rower?


Wstałam rano, pogoda była piękna a słoneczko zaglądało przez okna i nastawiało pozytywną energią.
Korzystając z ostatnich ciepłych dni postanowiliśmy wybrać się na wycieczkę  rowerową. 
Jak się później okazało wiatr postanowił popsuć Nasze plany... Czasami był tak silny,że pomimo moich dużych starań  prawie stałam w miejscu, do tego urywało uszy.
Musiałam  ratować się szalikiem, wiążąc go na głowie w formie turbano-czapki :)
Jednak trzeba być twardym... 



Dotarliśmy nad zatokę(tam już tak nie wiało) gdzie można podziwiać ,,wypasione,, domki dla gołębi. 


Po czasie pogoda trochę się uspokoiła i mogliśmy spokojnie podziwiać okolice.



Postanowiliśmy popłynąć promem na pobliską wyspę.
Choć ten ,,prom,, przypominał bardziej kuter rybacki. Zabierał tylko ludzi i rowery.



A to mój ,,pocisk,, podczas transportu. 


Kiedy byliśmy już na pokładzie dołączyła do nas grupa dzieciaków wracających ze szkoły. 
Ciekawy sposób na transport :). Nie wiele z nas mogło by się pochwalić, codziennym ,,pływaniem,, do szkoły.
Po drugiej stronie rodzice czekali na swoje pociechy.
Wiatr był tak silny, że nie mogłam ustać na nogach. Bałam się, że nie dam rady zejść z ,,promu,, , zwłaszcza z rowerem.

Na szczęście się udało i mogliśmy wyruszyć w dalszą drogę.

 Chwila przerwy na naładowanie baterii :)





Stare dęby :) Nazbierałam sobie trochę żołędzi. Przydadzą się do dekoracji .

 Moje ulubione miejsce. Mała polanka, a na jej końcu kamienista plaża :)
Idealne miejsce pod namiot. 




 Wyprawa zajęła nam większą część dnia i już zaczynało się robić ciemno. 
Oczywiście nie była bym sobą gdybym sobie czegoś nie zrobiła :( . Zwisająca gałązka jakiegoś kolczastego krzaka zahaczyła mi się o szalik i lekko podrapała twarz. Dobrze się maskowała bo jej nie zauważyłam.
Wróciłam do domu tak zmęczona, że nawet nie pamiętam kiedy zasnęłam, ale warto było :)


1 komentarz:

Dziękuję za odwiedzenie mojego bloga i zapraszam ponownie :)