sobota, 27 lipca 2013

ORIGINS SPF35 ochronny krem do twarzy z białą herbatą



Ma chronić naszą skórę przed działaniem szkodliwych czynników zanim spowodują one oznaki starzenia. 
Krem znajduje się w tubce, która trzeba odkręcać. Pojemność 40 ml. 
Skusiłam się na niego ponieważ miałam okazję kupić go za 5 funtów, nie wiem jaka jest jego normalna cena, ale na e-bayu widziałam go za 17 funtów.




















Krem ma cielisty kolor, wygląda trochę jak rzadki podkład lub krem BB. Po nałożeniu na twarz jest nie widoczny. Choć gdy go zmywałam na płatku zostawały ślady.
Jego lekka konsystencja sprawia , że szybko się wchłania i dobrze nawilżał moją skórę. Buzia była miękka i przyjemna w dotyku, ale trochę się świeciła. Po jakimś czasie zaczęły mi wyskakiwać ,,niespodzianki,,. Nie wiem czy było to związane z tym kremem czy tylko zbiegło się w czasie. 



















Jego największym minusem jest zapach. Bardzo intensywny, trudno mi go porównać do czegokolwiek, ale kojarzy mi się właśnie z takimi naturalnymi kosmetykami. Miałam kiedyś eko-szampon, żel do mycia twarzy itp i jak dla mnie wszystkie pachną podobnie. Nie mogłam znieść tego zapachu i nie przyzwyczaiłam się do niego, aż do samego końca. Po prostu mnie drażnił .
Na pewno chroni przed promieniowaniem słonecznym. Raz posmarowałam nim twarz i szyję zapominając o dekolcie. Po całym dniu spacerów nad morzem skóra twarzy się nie zmieniła a dekolt był cały czerwony i poparzony. 

Krem nie zrobił na mnie specjalnego wrażenia. Gdybym miała kupić go w normalnej cenie na pewno bym się nie zdecydowała. Już pod koniec nawet nie chciało mi się nakładać go na twarz, tak miałam dość jego zapachu.
Ostatecznie zużyłam go na mojego chłopaka, kiedy opalał się na tarasie :)
Myślę że już więcej się nie spotkamy. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za odwiedzenie mojego bloga i zapraszam ponownie :)